Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki bez chemii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki bez chemii. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 czerwca 2015

Eko sposoby na nadmierną potliwość

Naukowcy coraz częściej grzmią o szkodliwości antyperspirantów i dezodorantów. Straszą, że stosowanie produktów zawierających aluminium, parabeny i konserwanty może skutkować m.in. rakiem piersi. Bardzo prawdopodobne, skoro dzień w dzień aplikujemy toksyczne substancje bezpośrednio na węzły chłonne w okolicach piersi.

Jednak dla tych, którzy stawiają higienę, komfort i wygodę na pierwszym miejscu naturalnym jest codzienne stosowanie preparatów, które niwelują przykry zapach i ograniczają potliwość. Wydzielanie potu jest naturalnym mechanizmem organizmu człowieka pozwalającym utrzymać prawidłową temperaturę ciała. Najwięcej gruczołów łojowych znajduje się na stopach, dłoniach i pod pachami. Są osoby, które nie mają problemów z nadmierną potliwością, innym ten wstydliwy problem spędza sen z powiek. Z tą przypadłością borykają się zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Nadmierne wydzielanie potu i przykry zapach nie jest związane li tylko z brakiem higieny, a przekonanie, że „ktoś śmierdzi, bo się nie myje” jest niekiedy bardzo krzywdzące. Często może być to objaw poważnej choroby tj. białaczki, cukrzycy, gruźlicy. Za nadmierną potliwość odpowiadają też często geny i zwyczajnie dziedziczymy ją po naszych przodkach. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że problem ten ma również inne przyczyny.

Już jako nastolatka miałam problemy z nadmierną potliwością stóp i pach. I tak borykałam się z tym problemem latami ze zmienną intensywnością. Aż do czasu, kiedy zaczęłam moje życie bez chemii...

Moje sposoby na radzenie sobie z potliwością:

Wyrzuć "śmieci" ze swojego menu
Większość problemów zaczyna się na talerzu. Jesteśmy tym, czym się żywimy. Nadmierne spożywanie słodyczy i ogólnie żywności wysoko przetworzonej skutkuje z mojego doświadczenia przykrym zapachem potu. Od czasu zmiany diety, zauważyłam, że problem potliwości zdecydowanie się zmniejszył. Pocę się nadal, ale zdecydowanie mniej intensywnie. Jak zmieniła się moja dieta? Przede wszystkim drastycznie ograniczyłam spożywanie cukrów. Skończyłam z podjadaniem po każdym obiedzie ciasteczek, batoników, cukiereczków, które oprócz cukru zawierają całą masę chemicznych dodatków, konserwantów, ulepszaczy, sztucznych barwników. Konsekwentnie od ponad roku staram się jeść żywność jak najmniej skażoną chemią. Szukam produktów ekologicznych. Zwracam uwagę na to, co jem, a nie robię ze swojego żołądka śmietnika. Nie jestem naukowcem, nie robiłam żadnych badań, ale wiem jedno, zmiana odżywiania w moim przypadku bardzo korzystnie wpłynęła  na problem potliwości. Mam wrażenie, że karmiąc się śmieciami, śmieci wypacałam. Przy lepszym odżywianiu, zapach potu stał się mniej przykry.




Nie przesadzaj z higieną i stosuj łagodniejsze preparaty...
Szorowanie i zbyt częste mycie potliwych rejonów naszego ciała, powoduje to, że organizm się broni i poci się jeszcze bardziej. Podobnie jest z wydzielaniem sebum.  Zauważyłam, że delikatne mycie łagodnymi środkami w postaci mydła z Aleppo, czy zwykłej oliwy z oliwek przynosi zaskakujące rezultaty. 
Już w wieku nastu lat aplikowałam rozmaite kremy antyperspiracyjne, silne preparaty blokujące gruczoły łojowe typu Etiaxil i Antidral. Powodowały one u mnie  nie tylko doraźne dolegliwości w postaci pieczenia, swędzenia i ogólnego podrażnienia, ale także długotrwałe konsekwencje w postaci odbarwień w okolicach pach w postaci zżółkniętej skóry, co jest widoczne nawet kilka lat po zaprzestaniu stosowania tych środków. W związku z tym przestrzegam wszystkich przed stosowaniem ww. preparatów. Zauważyłam też, że im częściej stosowałam produkty ograniczające potliwość, tym paradoksalnie więcej się pociłam, a pot miał bardziej intensywny i nieprzyjemny zapach.  Zasada jest prosta: im bardziej agresywnych preparatów używamy, tym nasze ciało bardziej się broni. Po użyciu tych środków zaobserwowałam pewne pozytywne efekty, ale  krótkotrwałe, a potem problem potliwości wracał ze zdwojoną siłą. Stosowałam też mydła antybakteryjne typu Protex, preparaty Sholla i zwłaszcza po tym ostatnim, zauważyłam efekt odwrotny do zamierzonego. Byłam zaskoczona, że Sholl, który ma opinię dobrej firmy i drogie preparaty w swojej ofercie, nawet w połowie nie spełnił  moich oczekiwań. Z czasem przestałam kupować agresywne antyperspiranty i blokery, a przerzuciłam się na dezodorant. Zawsze jakiś mały kroczek ku lepszemu. 
...ale zawsze miej się na baczności
Pochłonięta poszukiwaniami ekologicznego preparatu niezawierającego aluminium natknęłam się w drogerii na Crystal Body Deodorant, który miał rzekomo nie zawierać aluminium. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że ałun wulkaniczny to nic innego jak ammonium alum, czyli aluminium :( Jakiś czas używałam Crystala, dopóki nie znalazłam mniej szkodliwego zamiennika. Crystal ma kilka plusów: nie zawiera żadnych dodatkowych substancji, jest wydajny, bezwonny, nie brudzi ubrań, a przede wszystkim spełnia swoje zadanie czyli niweluje przykry zapach. Nie ogranicza potliwości, bo to dezodorant, ale to dobrze. Musimy się pocić, bo to naturalny proces, którego nie powinniśmy blokować. Trzeba natomiast skupić się na neutralizowaniu brzydkiego zapachu. Ale nie ma się co łudzić, że ten produkt nie zawiera aluminium.




Staraj się nosić ubrania z naturalnych materiałów
Syntetyki powodują podrażnienia skóry i nadmierną potliwość ze względu na brak właściwości hygroskopijnych. Zachęcam do przeczytania artykułu, w którym została poruszona kwestia wpływu ubrań na problem potliwości : A Ty co masz w swojej szafie?

Skonsultuj się z lekarzem
Jeśli problem nadmiernej potliwości cię przerasta, idź do lekarza. Metody, które podałam w artykule dotyczą nadmiernej potliwości w moim subiektywnym odczuciu. Są osoby, które pocą się znacznie bardziej i ani zmiana diety ani sposobów pielęgnacji ciała może być dla nich nie wystarczająca. 




Jest jeszcze cała masa domowych sposobów na nadmierną potliwość: moczenie stóp w ziołach, wcieranie soku z cytryny pod pachami itd, ale tych metod nie miałam okazji wypróbować, bo problem zniknął wraz ze zmianą odżywiania i po wyeliminowaniu chemicznych preparatów do pielęgnacji ciała.




piątek, 11 lipca 2014

Alterra Sensitiv - Krem do twarzy

Krem do cery bardzo wrażliwej







Kupiłam ten produkt, bo szukałam lekkiego kremu nawilżającego na dzień, który nie będzie nafaszerowany chemią i jednocześnie szybko się wchłonie. Na noc używam Avy z serii Ecogarden. Zainteresował mnie skład tego kremu, poza tym był w promocji w Rossmannie za 5,99 zł. Pomyślałam, że warto spróbować i nie zawiodłam się. Jest to bardzo przyjemny krem, który dobrze nawilża i szybko się wchłania. Jest w tubce, więc jest to bardziej higieniczne rozwiązanie, bo do środka dostaje się mniej tlenu i bakterii. Jest bezwonny. Krem dobrze nawilża, ale niestety, pozostawia lekki film na mojej mieszanej cerze. Muszę go lekko matowić pudrem transparentnym. Jednak gorąco polecam. Ten produkt jest doskonałym przykładem na to, że krem nie musi być wcale drogi, żeby miał dobry skład i działanie. Dostaje ode mnie 2 gwiazdki:
** produkt, godny polecenia

Do wypróbowania są jeszcze dwa inne kremy z tej serii: brzoskwiniowy brązujący do cery mieszanej i normalnej oraz aloesowy do cery wrażliwej.

Skład kremu Alterra Sensitiv-Gesichtscreme


Aqua - woda
Olea Europaea Oil* - oliwa z oliwek
Glycerin - gliceryna 
Alcohol* - alkohol 
Carthamus Tinctorius Oil* - olej z krokosza 
Myristyl Alcohol - alkohol mirystylowy, niedrażniący środek zmiękczający, natłuszczający i wygładzający
Glyceryl Stearate Citrate - ester gliceryny z kwasami cytrynowym i stearynowym, emulgator
Oenothera Biennis Oil* - olej z wiesiołka
Rhus Verniciflua Cera - wosk z sumaka 
Xanthan Gum - guma ksantanowa 
Prunus Armeniaca Kernel Oil* - olej z pestek moreli
Hydrogenated Lecithin - uwodorowiona lecytyna, otrzymywana z oleju sojowego
Dipotassium Glycyrrhizate - pozyskiwany z korzenia lukrecji, pochodna kwasu glicyretynowego
Helianthus Annuus Seed Oil - olej słonecznikowy 
Levulinic Acid - kwas lewulinowy, organiczny związek chemiczny 
Ascorbyl Palmitate - palmitynian askorbylu, organiczny związek chemiczny, przeciwutleniacz
Tocopherol - witamina E

* Te składniki pochodzą wg producenta z certyfikowanych upraw ekologicznych




piątek, 4 lipca 2014

Johnson's baby

Od wielu lat z powodzeniem stosuję szampon Johnson's Baby nie do mycia włosów, ale do demakijażu oczu. Wszelkie płyny, żele, pianki do usuwania makijażu niesamowicie podrażniały mi oczy i nie zmywały dobrze tuszu. Dodam, że nie używałam nigdy tuszu wodoodpornego, a mój makijaż był bardzo delikatny, ograniczał się zwykle do samej maskary. Zaczęłam używać J&J jako preparatu do demakijażu z polecenia koleżanki, która dostała z kolei takie zalecenie od swojego lekarza okulisty.



Od kiedy żywo zainteresowałam się nie tylko, tym co jem, ale również tym, co aplikuję na zewnętrzną powierzchnię mojego ciała, czytam dokładnie składy wszystkich produktów. I tak po przeanalizowaniu składu tego szamponu, mam mieszane uczucia:

Sklad: aqua, coco-glucoside, sodium lauroamphoacetate, sodium laureth sulfate, , citric acid, polysorbate 20, peg-80 sorbitan laurate, peg-150 distearate, polyquaternium-10, sodium benzoate, parfum, CI 47005, CI15985 - [FPT0859] 

Nie spodziewałam się takiego składu po szamponie przeznaczonym dla dzieci. Jest mi przykro, bo przez wiele lat służył mi dobrze, ale niestety ze względu na SLES dość wysoko, chyba będę się musiała z nim rozstać...Nauka na przyszłość: czytać składy, nie tylko produktów żywnościowych, ale również kosmetyków!

Proponuję ! zachować ostrożność

sobota, 31 maja 2014

Moje życie bez chemii (2)

Nie jest łatwo przestawić się na życie bez chemii. Jak każdemu, mnie również zdarzają się dni, kiedy kompletnie nie mam pomysłu na obiad, jestem chora, albo zmęczona po pracy i wówczas sięgam po śmieciowe jedzenie. Jako urodzona perfekcjonistka, założyłam sobie kilka miesięcy temu, że będę jadła pożywienie wyłącznie gęste odżywczo, ale nie zawsze mi się to udaje. Postanowiłam wprowadzać zmiany metodą małych kroczków, ale czasem mam wrażenie, że te kroczki są tuptaniem w miejscu. Tak wiele chciałabym zmienić w moim jadłospisie, a brakuje czasu, siły, ochoty i wtedy przyznaję się bez bicia - idę na łatwiznę. Gryzą mnie potem wyrzuty sumienia, że mimo wiedzy, którą zdobyłam na temat szkodliwości większości produktów żywnościowych dostępnych na rynku, zatruwam świadomie swój organizm.


Ostatnio czytam sporo na temat raka. Pochłonęłam od deski do deski historię zmagań z chorobą niezwykłej osoby, Joanny Sałygi, która przez ponad dwa lata walczyła z rakiem żołądka i prowadziła na ten temat bloga. Odeszła w październiku 2012 roku. Przed chorobą niezbyt o siebie dbała, bardzo dużo pracowała w korporacji samotnie wychowując synka, bagatelizowała pewne symptomy rozwijającej się przez lata choroby. Za pośrednictwem bloga apelowała do ludzi, żeby o siebie zadbali poprzez m.in. robienie badań kontrolnych czy zdrowe odżywianie. Oczywiście, są ludzie, którzy odżywiają się koszmarnie i żyją długo i szczęśliwie, a inni troszczą się o siebie i zapadają na różnego rodzaju choroby, nie ma reguły. Ale jednak,  warto zadbać o siebie i swoich bliskich, póki nie jest za późno. Nawet jeśli rak lub inna choroba dotknie któregoś z nas, to przynajmniej będziemy mieli świadomość, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby tego uniknąć.

W tym miesiącu udało mi się:


1. Wytwać w praktykowaniu większości postanowień z poprzedniego miesiąca bez chemii. Jem mniej cukru, choć są od tego odstępstwa. Nadal moją główną słodkością jest gorzka czekolada, której zaczynam mieć powoli dosyć. Kaszę jaglaną jem ze smakiem 2 razy w tygodniu i nic nie wskazuje na to, żeby coś miało się w tym temacie zmienić. Nadal staram się jeść rybę 2 razy w tygodniu. Świeżo wyciskane soki tak nam smakują, że chyba już nigdy nie kupimy soku w kartoniku. Podtrzymuję akcję „STOP kurczakom fermowym”. Jeśli już decyduję się na zakup mięsa drobiowego, to jest to indyk. W pewnej mądrej książce wyczytałam, że indyk jest mniej nafaszerowany antybiotykami i hormonami niż kurczak, bo jest z natury większy i hodowcy nie muszą zbytnio silić sie na sztuczne przyspieszanie jego wzrostu. 


2. Metodę mycia olejami stosuję, aczkolwiek od dwóch tygodni używam również mydła z Aleppo. Ma naturalny skład, zrobione jest na bazie olejków, nie wysusza skóry. Największym plusem jest to, że nie pozostawia tłustej warstwy na wannie po każdym myciu, jak to było w przypadku olejów. Zauważyłam jednak, że mycie olejami sprawiało, że nie pękała mi skóra na stopach. W przypadku mydła problem ten znów się pojawił, więc zapewne powrócę do olejowania. Twarz też jest lepiej nawilżona przy pomocy OCM. Myślę jednak, że mydło z Aleppo jest rozsądną i zdrową alternatywą.

 


3. Nie kupuję już "na mieście" gotowych kanapek do pracy. Zanim na dobre zaczęłam zgłębiać temat zdrowego odżywiania, pewnego razu kupiłam w przejściu podziemnym spleśniałą kanapkę (data ważności była ok, ale w trakcie jedzenia poczułam jakiś spleśniały „element składowy”, bleee). Od czasu tego przykrego incydentu, zawsze biorę II śniadanie z domu. Nie jest to łatwe, bo rano czasu jest mało, trzeba wymyślić coś na I śniadanie i jeszcze głowić się co by tu wziąć na II.




4. Ograniczyłam spożycie mąki pszennej do minimum. Zrezygnowałam praktycznie z białego pieczywa. Wcześniej jadłam sporo kajzerek, bo smaczne, świeżutkie i łatwo z nich było zrobić kanapkę. Teraz nie jem kajzerek, ani pszennego pieczywa w ogóle. Przerzuciłam się całkowicie na chleb żytni na zakwasie.




5. Upiekłam pierwszą babkę piaskową na mące żytniej. Myślałam, że nie wyjdzie, a była przepyszna. Staram się też przemycać mąkę żytnią np. do gofrów czy naleśników w proporcji 1:1 w stosunku do mąki pszennej.





6. Odkryliśmy źródło dostaw prawdziwych jajek. Piękne żółciutkie wnętrze i cudowny smak. Fermowym kurczakom i ich jajkom po raz drugi mówię NIE. 


7. W dwóch doniczkach na parapecie na okrągło siejemy rzeżuchę. Jest zdrowa, ma wyrazisty smak i zawsze jest czym posypać ziemniaki, jajka tudzież zwykły chleb z masłem. Jeśli chcecie siać rzeżuchę przez cały rok, tak jak my to planujemy, spieszcie się z robieniem zapasów nasion. Poza okresem wiosennym nasiona rzeżuchy są trudno dostępne.


8. Rozpoczęłam poszukiwanie dezodorantu bez aluminium o możliwie najbardziej przyjaznym składzie. Dostaję gęsiej skórki na myśl o tym, że przez tyle lat, dzień po dniu, aplikowałam pod pachy toksyczne substancje, które zakumulowane w organizmie powodują tak wiele groźnych chorób. Lepiej późno niż wcale. Mogłabym równie dobrze katować się aluminium przez kolejne dziesiąt lat. Jestem w trakcie testowania dezodorantu w kulce Alterry...Nie jest łatwo, ale powiem tak: trzeba powoli przyzwyczajać organizm do bardziej naturalnej ochrony. Z doświadczenia wiem, że im bardziej agresywnych środków używamy, tym intensywniej się pocimy. 


9. Zamieniłam zwykłą sól jodowaną na himalajską. Jest to najczystsza sól na Ziemi, gdyż jest wydobywana w Himalajach, a powstała wiele milionów lat temu, kiedy nie istnialo zanieczyszczenie środowiska. Sól himalajska oprócz chlorku sodu zawiera ponad 80 różnych mikroelementów m.in. jod, magnez, cynk, żelazo i wapń (zawartość wszystkich minerałów 15%). Sól himalajska nie wymaga dodatkowego jodowania.


10. Koniec z kostkami rosołowymi, wegetą i innymi wzmacniaczami tudzież oszukiwaczami smaku. Chcę odnaleźć i docenić naturalny smak pożywienia. Glutaminianowi sodu mówię stanowcze NIE.









piątek, 16 maja 2014

Zamień chemię na jedzenie



Ponieważ nie jestem zbyt dobra w pisaniu recenzji, zacytuję jedną z nich, wyszperaną na stronie znak.com.pl:

"Co to znaczy zdrowo się odżywiać? Zacznij od unikania chemicznych dodatków. Nie tylko nie są potrzebne, one szkodzą! Jednego czekoladowego batona można przegryźć bez obaw, ale rozmaite barwniki, słodziki, wzmacniacze smaku i aromaty zjedzone także w płatkach śniadaniowych, w domowej(!) zupie czy lodach sumują się. I rujnują twoje zdrowie. Są przyczyną alergii, niestrawności, złego samopoczucia, a być może także zespołu ADHD.

Niewiele przeprowadzono rzetelnych badań dotyczących sztucznych dodatków do żywności. Julita Bator weryfikuje dane od producentów. Ponieważ dzieci autorki wykazują silną alergię na „polepszacze” i konserwanty musiała zmienić styl odżywiania się i życia całej rodziny. Od czterech lat próbuje, nie wydając dużych sum na kupowanie wyłącznie ekologicznych produktów, żyć bez „chemii”. Jej książka może być dla nas przewodnikiem po kuchni, która pachnie tak, jak jedzenie pamiętane z naszego dzieciństwa.

W dwudziestu rozdziałach udziela porad, jak unikać szkodliwej żywności, ale także jakie naczynia stosować w kuchni, jak przemycać wartościowe produkty w potrawach. Podaje 81 przepisów, które przywracają polskiej kuchni dawną, utraconą przed laty świetność."

Od siebie dodam, że autorka jest Polką, więc pisze z naszego punktu widzenia, co jest w takich publikacjach ważne. Gorąco polecam tą lekturę, bo dowiecie się z niej, ile syfu na co dzień spożywamy i jak bardzo szkodzi to naszemu zdrowiu.  Większość dzieci jest teraz alergikami, astmatykami, tak jak dzieci autorki. Oczywiście przyczynia się do tego zanieczyszczenie środowiska itp., ale również chemiczne jedzenie. Organizm ludzki jest bardzo mądrą maszynerią i zaczyna powoli odrzucać to, co niezdrowe.


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Kosmetyki dla dzieci

Podczas zakupów w drogerii warto przyjrzeć się bliżej produktom przeznaczonym dla najmłodszych, nawet jeśli nie macie dzieci. Kosmetyki dla maluchów, zawierają najczęściej mniej szkodliwych substancji, niż te przeznaczone dla dorosłych,  są więc dla skóry bezpieczniejsze. Najlepiej wybierać produkty dla niemowlaków, do użytku od 1 dnia życia, ale przed zakupem mimo wszystko przeczytać skład, bo nawet i tu mogą pojawić się przykre, chemiczne niespodzianki.

Przykładem produktu dla niemowląt, który warto polecić jest oliwka Hipp. 


Nie zawiera substancji zapachowych, uważanych za alergizujące, olejków eterycznych, barwników, substancji konserwujących, emulgatorów, parabenów i surowców pochodzenia zwierzęcego. Co więc zawiera? Aż trudno uwierzyć, ale tylko 4 substancje:
Helianthus Annuus Seed Oil – olej z nasion słonecznika
Prunus Amygdalus Dulcis Oil – olej ze słodkich migdałów
Tocopherol – witamina E
Parfum - substancja zapachowa
***     produkt, który absolutnie warto wypróbować

Kolejnym produktem przeznaczonym dla noworodków jest mydełko Bambino, choć ma zdecydowanie mniej przyjazny skład:


Sodium Tallowate - przetworzony tłuszcz zwierzęcy
Sodium Cocoate – pochodna oleju kokosowego
Aqua - woda
Glycerin - gliceryna
Lanolin - lanolina
Parfum - zapach
Sodium Chloride – chlorek sodu (sól kuchenna)
Tetrasodium EDTA - sól tetrasodowa kwasu wersenowego, substancja drażniąca
Sodium Etidronate - nigdzie nie mogłam znaleźć definicji tej substancji, zakładam, że to nic dobrego
Disodium Distyryliphenyl Disulfonate - j.w.
PEG-14M - emulgator
CI 77891 - dwutlenek tytanu (naturalnie występujący minerał)


Mydło Bambino stosuję głównie do mycia rąk, a także do prania delikatnych rzeczy, które mają bezpośredni kontakt ze skórą tj. rajstopy czy bielizna. Piorę też w nim  ściereczkę z mikrofibry, której używam do OCM twarzy.
*       produkt do zaakceptowania 

Minusem jest to, że mydło ma odczyn zasadowy, więc jego pH jest wyższe od naturalnego pH skóry. Oznacza to, że mydło niszczy naturalny płaszcz ochronny skóry. Kiedy poczułam, że moje ciało i skóra po prostu MUSZĄ odpocząć od chemii, zdecydowałam się na odstawienie wszelkich mydeł, żeli do kąpieli i zaczęłam stosować naturalną metodę oczyszczania olejami (z angielskiego OCM czyli The Oil Cleansing Method). Tej metodzie poświęcę jednak osobny wpis w przyszłości, gdyż jest ona w fazie eksperymentalnej.


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Moje życie bez chemii (1)

10 rzeczy, które udało mi się zrobić, żeby zredukować nadmiar chemii

1. Ograniczyłam spożywanie cukru 

Jestem osobą szczupłą, więc nie chodzi tu bynajmniej o odchudzanie się. Zależy mi na zdrowiu i lepszym samopoczuciu. Skończyłam z podjadaniem po obiedzie ciasteczek i czekoladek. Przestałam też słodzić herbatę i ogólnie ograniczyłam picie czarnej herbaty na rzecz zielonej i ziół. O dziwo ograniczenie słodkości wcale, aż tak mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, czuję się dużo lepiej i nawet sama świadomość tego, że się nie truję, poprawia moje samopoczucie. Teraz zamiast sięgnąć po kolejne ciastko, sięgam po coś zdrowszego.


2. Zaczęłam jeść gorzką czekoladę

Kiedyś nie byłam w stanie jej przełknąć. Teraz chętnie po nią sięgam, jeśli mam ochotę na coś słodkiego. Wybieram najczęściej Lindta, bo jest dobra jakościowo i nie zawiera szkodliwych dodatków. Gorzka czekolada zawiera dużo magnezu, więc jest zdrowsza, niż czekolada mleczna. Trzeba jednak pamiętać, że zawiera cukier, więc jest nie tyle zdrowsza, co mniej szkodliwa, niż inne słodkie co nieco.

 

3. Na śniadanie jem kaszę jaglaną 

Staram się jeść kaszę jaglaną 2 razy w tygodniu. Gotuję ją wieczorem przez 5 minut, a potem zawijam w kocyk, kołderkę i "kładę spać", czyli zostawiam na noc, żeby doszła i rano mam gotową bazę na posiłek. Dorzucam nałuskane wcześniej orzechy włoskie, rodzynki, żurawinę, daktyle i mam pyszne, pożywne i zdrowe śniadanie. Pyszne? Tak, kasza jaglana naprawdę mi smakuje.

 

4. Wprowadziłam metodę oczyszczania olejami

Oczyszczam olejem zarówno twarz, jak i całe ciało. Czuję, że moja skóra wreszcie odetchnęła z ulgą. Za pomocą olejów nie zmywam naturalnej warstwy lipidowej skóry. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie powrotu do żelu pod prysznic czy mydła.


5. Zaczęłam wypróbowywać kosmetyki naturalne 

Wyszukałam kremy do twarzy o lepszym, bardziej ekologicznym składzie. Zamiast balsamu pełnego syntetycznych substancji, używam oliwki Hipp i naturalnych olejów. Zaczęłam też olejowanie włosów olejem kokosowym, po którym nakładam maseczkę z jajka. Same naturalne składniki, żeby nie truć organizmu.




6. Piję drożdże 

Aby poprawić kondycję włosów, a przede wszystkim przyspieszyć ich wzrost, od miesiąca codziennie piję kubek drożdży. Zamiast syntetycznych suplementów diety, wybrałam bardziej naturalny sposób. 


7. Jem więcej ryb

Mój TŻ uwielbia ryby, więc zaczęłam je przygotowywać głównie ze względu na niego, ale o dziwo, mi też bardzo zasmakowały.


8. Piję świeżo wyciskane soki

W każdy sobotni i niedzielny poranek pijemy świeżo wyciskane przez nas soki owocowe: pomarańczowy lub grejpfrutowy, a 2 razy w tygodniu sok marchewkowo-jabłkowy.



9. Zrezygnowałam z jedzenia kurczaka

Mięso kurczaka fermowego jest chyba najgorszym mięsem, dlatego, że jest nafaszerowane antybiotykami, hormonami i Bóg wie, czym jeszcze. Smakuje i pachnie coraz gorzej. Jeśli już kupię kurczaka to ze sklepu ekologicznego, albo ze znanego źródła. Nigdy więcej kurczaka ze sklepu! 



10. Zaczęłam pisać bloga 

Blog jest dla mnie dodatkową motywacją i mam nadzieję, że poprzez dyskusję z przyszłymi czytelnikami stanie się również źródłem wiedzy i inspiracji do walki z chemią w życiu.





wtorek, 15 kwietnia 2014

Pasta do zębów bez fluoru

Niebezpieczny fluor

Na rynku ogólnoświatowym powszechnie są pasty do zębów z fluorem, reklamowane jako niezbędne do zapobiegania i walki z próchnicą. Tymczasem z niezależnych badań naukowców z wielu krajów jasno wynika, że nadmiar fluoru jest bardzo niebezpieczny. Już w 1999 roku UNICEF informował w swoim raporcie o ignorancji wielu krajów w kwestii szkodliwości fluoru i przestrzegał, że fluor jest trujący szczególnie dla dzieci, których organizm wchłania go więcej niż organizm dorosłego człowieka. O zgrozo, pamiętam jeszcze jak w podstawówce w trosce o zęby poddawali nas przymusowej fluoryzacji. Fluor jest obecnie tak rozpowszechnionym pierwiastkiem w środowisku naturalnym (m.in. w wodzie pitnej), że nie powinno się go stosować jako suplement. Nadmiar fluoru kumuluje się w kościach, utrudnia wchłanianie magnezu, zaburza pracę gruczołów, powoduje problemy ze stawami, kręgosłupem, a także raka kości, bezpłodność, zaburzenia psychiczne, alergię, fluorozę, i jest niebezpieczny także dla płodu. Według badań, dodatkowego fluoru powinni unikać zwłaszcza mieszkańcy dużych aglomeracji miejskich, gdzie tego pierwiastka jest najwięcej.


Zakaz stosowania fluoru

Co ciekawe, Belgia zabroniła stosowania dodatków fluorowych i zgłosiła propozycję, by zabronić tego w całej Unii Europejskiej. Komisja Europejska stwierdziła jednak, że na to jeszcze za wcześnie. Swoją drogą, ciekawe co dla nich oznacza słowo "za wcześnie". Za wcześnie na to, żeby przestać zatruwać ludzi? A może chodzi o obronę interesów międzynarodowych koncernów produkujących owe pasty? Wycofując fluor z produkcji, musieli by się tym samym ukorzyć, przyznać do porażki i do tego, że przez dziesiątki lat dodawali do swoich artykułów truciznę. Na pewno pociągnęłoby to za sobą dalsze konsekwencje, w postaci ogólnoświatowych pozwów i wypłaty wielomiliardowych odszkodowań. 

Fluor w obozach

W kilku źródłach wyczytałam, że fluor był dodawany przez Niemców w obozach koncentracyjnych do wody pitnej. Ma on właściwości sedatywne, czyli uspokajające, ponadto jest bezwonny i bez smaku, więc łatwo go ukryć w wodzie. Był stosowany, aby stłamsić wolę więźniów. 

Ziajka - żel do zębów dla dzieci bez fluoru

Postanowiłam wypróbować pastę do zębów, która nie zawiera fluoru. Ziajka ma przyjemny słodki żurawinowo-ziołowy smak i czyści zęby jak normalna pasta. Na razie jest moją bez fluorową alternatywą. Kupiłam ją w Hebe za 4,50 zł. 
** produkt godny polecenia


Skład

Sorbitol - substancja czyszcząca i polerująca o słodkim smaku, sorbitol to również syntetyczny słodzik, dodawany m.in. do żywności dietetycznej zamiast cukru

Aqua - woda
Hydrated Silica - uwodniona krzemionka, 
substancja ścierna 

Glycerin - emolient

PEG-8 - humektant
Propylene Glycol - rozpuszczalnik
Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract - wyciąg z korzenia lukrecji (działa przeciwzapalnie)
Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/Leaf Extract - wyciąg z tymianku (działa odświeżająco)
Sodium Lauryl Sulfate - SLS, detergent
Panthenol - pantenol
Cellulose Gum - guma celulozowa, 
zagęszczacz

Sodium Saccharian - sacharynian sodu, substancja wzmacniająca szkliwo
Aroma (Flavour) - substancja zapachowa
CI 17200 - barwnik



Ogólna refleksja


Produkt jest przeznaczony dla małych dzieci, które często połykają pastę podczas mycia. Skoro nic im nie jest, to znaczy, że dorosłemu, który jej nie połyka, tym bardziej nie zaszkodzi. Większość past dla dorosłych zawiera szkodliwe składniki, które chcąc nie chcąc, dostają się do przewodu pokarmowego, bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego wypłukać. Niby nic groźnego, bo przedostaje się tylko niewielka ilość tych substancji. Co jednak, gdy te śladowe ilości pomnoży się przez 2-3 razy dziennie, przez 30 dni w miesiącu? Myślę, że przy takiej częstotliwości przenikania do układu pokarmowego, na pewno nie pozostaje ona obojętna dla zdrowia. Dlatego lepiej używać past dla małych dzieci.



piątek, 4 kwietnia 2014

Śliwka w czekoladzie

Razem z TŻ bardzo lubimy Śliwkę w czekoladzie firmy Wawel. Wydawać by się mogło, że nie ma w niej żadnych szkodliwych substancji, ot, śliwka i czekolada. Nic bardziej mylnego. Są w niej 3 składniki, które powinny budzić niepokój. ! zachować ostrożność




Skład Śliwki w czekoladzie firmy Wawel

śliwka kandyzowana 70% (cukier, śliwka, substancja konserwująca: sorbinian potasu), czekolada 30% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny (palmowy, Shea), emulgatory: lecytyny (z soi) i E476; aromat.

Sorbinian potasu

Jest to konserwant o kodzie E202, który nie pozwala rozwinąć się bakteriom i grzybom w żywności. Lekką ręką sypie się go do wszystkiego, głównie serów, margaryny i pieczywa. Okazuje się, że większość suszonych owoców, które wielu z nas dodaje np. rano do zdrowego, jakby się mogło wydawać, musli, jest konserwowane przy użyciu sorbinianu potasu lub kwasu sorbowego. Sorbinian potasu jest solą kwasu sorbowego (sorbinowego) konserwantu o kodzie E200, który hamuje rozwój pleśni i drożdży, a także pomaga utrzymać wilgotność produktu. E200 ma pochodzenie naturalne, występuje w owocach jarzębiny, ale w przemyśle spożywczym jest syntetyzowany, więc nic w nim naturalnego. Sorbinian ma identyczne właściwości jak kwas sorbowy, ale o wiele lepiej rozpuszcza się w wodzie, więc można go dodać więcej, niż kwasu sorbowego. Wiele źródeł podaje, że jest to najmniej szkodliwy konserwant.  Inne źródła podają, że powoduje m.in. alergie, podrażnienia skóry, astmę, problemy behawioralne. Poza tym określono dopuszczalne dzienne spożycie sorbinianu potasu, które wynosi 25mg/kg ciała. Jest to potwierdzenie, że nie jest on obojętny dla zdrowia.

Lecytyna sojowa

Niby nie jest szkodliwa, ale soja jest bardzo często modyfikowana genetycznie, więc bezpieczeństwo tego składnika budzi wątpliwość.

E476

E476 to polirycynooleinian poliglicerolu. Według wersji oficjalnej jest to substancja pochodzenia naturalnego, stosowana po to, żeby czekolada miała lepszą konsystencję. Nieoficjalnie, by zaoszczędzić na drogim tłuszczu kakaowym. Wiele produktów czekoladowych zawiera E476. Jeśli jest to substancja bezpieczna, jak podają źródła, to dlaczego jest zakazana m.in. w Japonii, Stanach i Australii? I dlaczego nie można jej spożywać więcej niż 7,5 mg/kg dziennie?


ŚLIWKA W CZEKOLADZIE DOMOWEJ ROBOTY


Składniki

Śliwkę bez sorbinianu potasu zakupiłam w Rossmannie (produkt Bio), a czekoladę do gotowania w Biedronce.



Skład Czekolady do gotowania z Biedronki: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyny ze słonecznika, ektrakt z wanilii.

Skład śliwek: śliwki suszone z kontrolowanej biologicznie uprawy.


Przepis

1 krok: W garnuszku rozgrzać 1/3 kostki masła na małym ogniu


2 krok: Czekoladę rozdzielić na małe tabliczki, dodać do masła i rozpuścić mieszając.
  

3 krok: Do czekoladowej masy wrzucić śliwki, wymieszać i wyłożyć jedna po drugiej na papierze do pieczenia. Pozostawić do zastygnięcia, a potem wstawić do lodówki. Najsmaczniejsza jest następnego dnia.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...